Kanały:
Wpisy
Komentarze

Naprawdę chciałbym zrecenzować ten tytuł jednym lub dwoma zdaniami. Wtedy jednak w tych zdaniach oprócz łączników i przyimków byłyby same wulgaryzmy. Muszę więc w jakiś inny sposób ostrzec was przed tą produkcją.

Możliwe, że słyszeliście o tej unikatowej akcji promocyjnej developera Afterfall: InSanity. Można było parę tygodni przed premierą zamówić tytuł za jedynego dolara. Problem w tym, że żeby faktycznie gra tyle kosztowała, musiało napłynąć tych zamówień… 10 milionów. Doczekano się około 30 tysięcy. Twórcy gry albo byli zdesperowani, albo nie znają realiów rynku. Tak czy siak z tytułem na tak żenująco niskim poziomie taka nieznajomość szybko odbije im się czkawką. Nie od dziś wiadomo, że produkcja Afterfall: InSanity pochłonęła parę ładnych lat i ponad 10 milionów złotych. Chyba wszyscy, którzy zabrali się za ten tytuł, zastanawiają się teraz, „na co do ciężkiej cholery te pieniądze poszły?”. Czytaj dalej »

Tytuł artykułu jest jednocześnie nowym internetowym memem. Słowa te wypowiada główny bohater gry w jednym ze zwiastunów. Czy przeciętny lub nawet TYLKO dobry tytuł miałby taką moc, by zachęcić społeczność internetową do powiększenia bazy memów o jeszcze jeden? Na pewno nie. I najnowszy Deus Ex takim z pewnością nie jest.

Zapamiętajcie me słowa, bowiem wypowiada je niewierny. Nie miałem bowiem nigdy większego kontaktu z serią Deus Ex. Nigdy jakoś nie mogłem zabrać się za pierwowzór, ale to się z pewnością zmieni. Human Revolution (koszmarnie przetłumaczony jako Bunt ludzkości) bowiem zachęca do tego, jak tylko się da. To zdecydowanie murowany kandydat na grę roku. Bez cienia przesady mogę stwierdzić, że w ciągu ostatnich paru lat mało który tytuł zrobił na mnie tak ogromne wrażenie. Czytaj dalej »

Lato tego roku skończyło się zanim na dobre właściwie się rozpoczęło. Jeśli ktoś chce poczuć choć namiastkę wakacji, które się dla niego kończą bądź już skończyły – może sięgnąć po Virtua Tennis 4. Produkcję wydano wprawdzie w znacznie bardziej odpowiednim okresie, bo pod koniec czerwca, ale na coraz zimniejsze wieczory również się nada.

Jedna z najbardziej szalonych gier o tej dyscyplinie sportu doczekała się czwartej edycji na pececie. Największą furorę zrobił jednak wydany dziewięć lat temu pierwowzór, będący konwersją z Dreamcasta. Dzięki niemu pecetowi gracze mogli się przekonać, że tenis wcale nie musi być nudny i żmudny jak wydane w podobnym okresie Tennis Master Series czy Rolland Garros. Wariacja Segi na temat tenisa chwyciła i Virtua Tennis okrzyknięto jedną z najlepszych gier sportowych. Produkcja całkiem sprawnie wykosiła konkurencję, co niestety widać. Virtua Tennis 4 walczy sam ze sobą (i ewentualnie z Top Spinem, a i to tylko na konsolach). Czytaj dalej »

Ile razy mieliśmy już do czynienia z oklepanym scenariuszem, w którym główną rolę odgrywa tajemnicza choroba przemieniająca niemal całą populację w zombie, pozostawiając nietkniętą garstkę „ocalonych”, którzy muszą potem zmagać się z tabunami zainfekowanych? Jak lubisz te klimaty, to witaj w domu.

Jakem niefan horrorów wszelakich (mój stosunek do tego gatunku najlepiej odda określenie „obojętność”), takoż nie miałem w stosunku do Black Death większych oczekiwań. Co mnie podkusiło żeby przetestować jej wczesną wersję? Właściwie to sam nie wiem, chyba jednak określenie udostępnionej przez twórców wersji gry “prototypową”. Miałem nadzieję na otrzymanie jakiejś wersji beta eksperymentalnej i odważniejszej niż reszta mainstreamu gry. Trochę się jednak zagalopowałem w swoich domysłach. Okazało się, że zagrałem po prostu w niezbyt długie demo. W dodatku gry niekoniecznie specjalnie unikatowej, choć faktycznie trochę „innej”. Czytaj dalej »

Hard Reset to bynajmniej nie jest gra traktująca o sklejaniu strzępków wspomnień z dość intensywnej nocy. To pierwszy od dawien dawna tak hardkorowy, cyberpunkowy i – słowo klucz – oldskulowy FPS. Wszyscy fani takowych tytułów rodem z końca lat 90. nie powinni przejść obok niego obojętnie.

Dla nas szczególnym smaczkiem jest fakt, że tworzy go polska ekipa Flying Wild Hog. A to nie byle jaka ekipa, składa się ona bowiem z ludzi odpowiedzialnych m.in. za Wiedźmina, Bulletstorm, Snipera:GW i Painkillera. Dream team jak ta lala, takie konotacje nie uszły uwadze nie tylko polskich graczy, ale i zagranicznych dziennikarzy. Najlepsze jednak jest to, że Hard Reset dosłownie wyskoczył jak Filip z konopi. Niespełna dwa miesiące temu ogłoszono, że produkt jest prawie gotowy i zaraz ruszy do tłoczni. Za niecałe dziesięć dni rozkręcę parę śrubek i na pewno podzielę się z wami swoimi wrażeniami. Tymczasem w Sieci pojawił się gameplay z dema Hard Reset. Jak wypadł? Czytaj dalej »

Tych dwóch tytułów teoretycznie nic nie łączy. Wprawdzie obie są przygodówkami, lecz dzieli je przepaść konwencji. Zwariowany i przezabawny Ace Ventura ma się nijak do uderzającego w poważniejsze tony Hopkinsa FBI. Mają one jednak pewną cechę wspólną: kwestie lokalizacji.

Ace Ventura był bowiem w Polsce prawdziwym hitem głównie dlatego, że CD Projekt dokonał odważnego kroku i zdecydował się na pełną polonizację – nie tylko napisów, ale i dodanie polskiego dubbingu, na co żaden polski dystrybutor się przed 1997 nie powziął. To był strzał w dychę, a Ace’a pokochało całe mnóstwo graczy (nie wyłączając mnie). Hopkins FBI wydano w Polsce również za sprawą CDP trzy lata później. I ten tytuł leży tak na dobrą sprawę na drugim biegunie w kwestii polonizacji – pokazuje, że samo zatrudnienie do dubbingu gwiazd znanych z wielkiego ekranu nie gwarantuje sukcesu. Czytaj dalej »

Prawdziwego mężczyznę podobno poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Tak w każdym razie twierdzi co najmniej jeden były premier. Ciekawe, czy przyznałby mi rację, że to samo można powiedzieć o grach przygodowych.

Pewnie nie, ale fakt, że na tę przypadłość cierpi wiele obecnych przygodówek. Twórcy często mają bowiem sporo dobrych pomysłów na fabułę i nie mniej zapału w czasie procesu twórczego, ale z czasem brakuje im wyobraźni na dokończenie historii. W efekcie otrzymujemy wybrakowane produkty, które mają banalne i sztampowe zakończenia, choć zwykle zapowiadają się przynajmniej dobrze. Alpha Polaris jest jednym z nich. Czytaj dalej »

Dawno już jakiekolwiek dzieło spod młotka id Software nie budziło tak… mało emocji. Od czasów Dooma 3, który miał być objawieniem i nową jakością w grach (i faktycznie był – ale tylko graficznie) w firmie tej nie dzieje się raczej nic bardziej interesującego.

Czołowe marki id eksploatowały zupełnie inne studia. Quake 4 i Wolfenstein powstały w znanym i lubianym Raven Software, ET: Quake Wars zajęli się twórcy oryginalnego Enemy Territory czyli Splash Damage, a id wypuściło jedynie w 2009 roku przeglądarkową wersję Q3 – Quake Live. Tym ciekawiej zapowiadał się zaanansowany w 2007 roku Rage, będący pierwszym tytułem id od ponad 15 lat, który nie jest sequelem. Czytaj dalej »

Wydawać by się mogło, że Duke nie ma większej konkurencji na poletku FPS i ich bohaterów. Okazuje się jednak, że byle gwiezdny pirat z niewyparzoną gębą kasuje Księcia jednym tekstem lub jedną serią z automatu.

Nowo wydany Duke Nukem Forever nie uniknął porównań z dziełem People Can Fly głównie ze względu na to, że obie gry przedstawiają nie do końca poważne podejście do tematu. DNF dzięki one-linerom Diuka jest pastiszem m.in. kina akcji (Did I promise to kill you last? I lied.) i gier komputerowych innych developerów (I hate this Valve puzzles). Zresztą i sama postać Księcia to pastisz męskich, aroganckich maczo z wysokim mniemaniem o sobie ratujących świat. A Bulletstorm? W recenzji na polygamia.pl porównano jej fabułę do pulpy, czyli schematycznej i niewymagającej zbyt wiele od odbiorcy opowieści. Z odniesień do tej formy znany jest m.in. Quentin Tarantino i w takim stylu prowadzona jest oś fabularna w tym tytule. To pierwsza płaszczyzna do porównań, kolejna to fakt, iż obie gry są z definicji efektownymi, naładowanymi po brzegi akcją strzelankami, w których częściej korzystamy z ośrodków mózgu odpowiedzialnych za koordynację ruchów niż tych zajmujących się kojarzeniem faktów. No i jeszcze jedno – obie gry były silnie wyczekiwane przez hordy fanów FPS-ów. DNF ze względu na kultową otoczkę no i oczywiście za to, że w końcu nadeszło niesławne „when it’s done!”. Od Bulletstorm oczekiwano zaś wniesienia pewnej świeżości w ten gatunek. Czytaj dalej »

Twierdzi, że gdyby nie gitara, żadna laska w zyciu by się z nim nie przespała. Gdy tak na niego spojrzeć – wydaje się, że ma rację. Nie każdy chłopiec z gitarą od razu zostaje gwiazdą rocka, ale jemu się udało. W ubiegłym roku skończył 65 lat. W tym wieku powinien raczej założyć ciepłe kapcie i rozsiąść się w bujanym fotelu, tymczasem najostrzej imprezujący rockman w historii rusza w kolejną trasę koncertową. Dużo alkoholu przepłynie przez żyły Lemmy’ego Kilmistera, nim zakończy on swą karierę muzyczną.

W komedii pt: „Odlotowcy” jesteśmy świadkami takiego dialogu:
„- Kto wygrałby zapasy pomiędzy Lemmym a Bogiem?
- Lemmy?… Bóg?
- Podchwytliwe pytanie, kutasie. Lemmy JEST Bogiem.”

Po ogłoszeniu zespołu Motörhead, którego liderem jest Lemmy, w roli headlinera czeskiego festiwalu Brutal Assault, jeden z fanów stwierdził: „nie ma nic bardziej brutalnego niż występ boga na Brutalu”. Niedawno w Sieci pojawił się fotomontaż ikony, na której twarz Jezusa zastąpiono twarzą Lemmy’ego, zaś osób będących u jego stóp – twarzami innych znanych muzyków metalowych, m.in. Bruce’a Dickinsona czy Jamesa Hetfielda. W czym tkwi fenomen Iana Frasera „Lemmy’ego” Kilmistera? Czytaj dalej »

Starsze pozycje »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.