Tytuł artykułu jest jednocześnie nowym internetowym memem. Słowa te wypowiada główny bohater gry w jednym ze zwiastunów. Czy przeciętny lub nawet TYLKO dobry tytuł miałby taką moc, by zachęcić społeczność internetową do powiększenia bazy memów o jeszcze jeden? Na pewno nie. I najnowszy Deus Ex takim z pewnością nie jest.
Zapamiętajcie me słowa, bowiem wypowiada je niewierny. Nie miałem bowiem nigdy większego kontaktu z serią Deus Ex. Nigdy jakoś nie mogłem zabrać się za pierwowzór, ale to się z pewnością zmieni. Human Revolution (koszmarnie przetłumaczony jako Bunt ludzkości) bowiem zachęca do tego, jak tylko się da. To zdecydowanie murowany kandydat na grę roku. Bez cienia przesady mogę stwierdzić, że w ciągu ostatnich paru lat mało który tytuł zrobił na mnie tak ogromne wrażenie.
Po kolei jednak. Akcja Human Revolution dzieje się w kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami znanymi z pierwszej części Deux Ex. Jest to o tyle istotne, że pierwsze wszczepy weszły już na rynek, nie są one jednak wciąż tak powszechne, a opinię publiczną zajmuje dyskusja na temat etyczności stosowania implantów (co z czasem jest w grze coraz silniej akcentowane i spełnia coraz ważniejszą rolę). Mogę tylko dodać, że świat ten jest cholernie autentyczny, dzięki czemu wsiąkamy w historię bez reszty.
A historia wygląda tak: Adam Jensen, polecony szefowi firmy przez swoją narzeczoną Megan Reed, zostaje kierownikiem ochrony w głównej siedzibie Sarif Industries, korporacji zajmującej się, a jakże, produkcją wszczepów i badaniami nad nimi. Budynek pewnego dnia atakują jednak nieznani sprawcy, mordując naukowców i pozostawiając Adama na pastwę losu. Naszego bohatera udaje się uratować, wymaga to jednak zainstalowania w miejsce uszkodzonych partii ciała wszczepów. Bez jego zgody oczywiście, za poleceniem zaś jego pracodawcy, samego Davida Sarifa. Rehabilitacja Adama idzie na tyle dobrze, że już po pół roku wraca do pracy w nadziei, że sprawcy ataku, odpowiedzialni m.in. za śmierć jego ukochanej, nie pozostaną bezkarni.
To właśnie fabuła Human Revolution jest motorem napędowym gry. Oczywiście nie tylko, rozwiązania w kwestii samej rozgrywki również są znakomite, ale dzięki świetnemu scenariuszowi NIE DA SIĘ oderwać od gry ani na chwilę. Sam tę grę przechodziłem przez 3-4 dni nie odchodząc praktycznie od monitora (oj tam śniadanie, gdzie mnie tym razem Sarif wyśle?). Zwroty akcji w nowym Deus Ex, w przeciwieństwie do ogromu współczesnych tytułów, autentycznie zaskakują i niektóre naprawdę potrafią wprowadzić nas w niezłą konsternację. Ponadto wiele pytań, w zależności od naszych wyborów, pozostaje bez odpowiedzi. W ostatecznym rozrachunku w zasadzie nic nie okazuje się takim, jakim się wydawało na początku.
Zasługa w tym również rozterek moralnych, z którymi zmaga się Adam. Dodają one tylko realizmu grze i sprawiają, że bohater jest bardziej… ludzki. Mimo że „odrutowany”. Dotyczą one nawet tak oczywistych spraw jak pytanie, czy mordować oponentów, czy może tylko ich ogłuszać. Najbardziej widoczne te rozterki są oczywiście w dialogach. Możemy np. wykazać się empatią w stosunku do naszego starego kumpla gliniarza (Jensen przed zatrudnieniem się u Sarifa pracował w policji), czy może rozdrapać stare rany. To my decydujemy, czy zachowujemy się jak gruboskórni sukinsyni wobec matki Megan, czy jednak w trosce o nią nie powiemy jej wszystkiego (jeśli kojarzycie filmik z youtube pt. JC Denton is a dick, to filmik ukazujący tę rozmowę Adama nazywa się analogicznie Adam Jensen is a dick, polecam).
Dialogi to jeden z najlepiej wykonanych elementów nie tyle scenariusza, co rozgrywki. Mamy bowiem pełną kontrolę nad rozmową, szczególnie gdy posiadamy wszczep tzw. wzmacniacza społecznego. W zasadzie cały gameplay Human Revolution jest tak pomyślany, że możemy robić, co się nam żywnie podoba. Tę cechę odróżniającą oryginalnego Deus Exa od innych shooterów i RPG Eidos przeniósł do swej nowej produkcji wręcz wzorowo. Na upartego grę można przejść zarówno mordując praktycznie wszystkich naszych wrogów albo wręcz nie wystrzeliwując żadnego pocisku i nie dając się przez niemalże nikogo zauważyć, poszukując ukrytych przejść oraz kanałów wentylacyjnych, cichaczem ogłuszając lub mordując oponentów (z tej drugiej możliwości praktycznie nie korzystałem). Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy mieli możliwość hakowania każdego komputera i terminalu w zasięgu wzroku (co jest oddzielną, skądinąd bardzo sympatyczną mini-grą), by ułatwić sobie przejście obok nic nieprzeczuwających wrogów lub rozkazać wieżyczkom i robotom zwrócić się przeciwko swoim „panom”. Ja np. starałem się łączyć wszystkie te metody – gdy nie udawało mi się po cichu przemknąć obok przeciwników, rozpoczynałem frontalny atak i walkę.
Bardzo trudną, należy dodać, ale za to diabelnie satysfakcjonującą. Zwykle jednak do otwarcia ognia przymuszała mnie gra, gdy popełniałem błąd, przez który wrogowie podnosili alarm. I alarm ten nie zawsze oznacza konieczność quickloadu, po prostu trzeba się spiąć i chowając się za elementami otoczenia (w momencie przyklejenia się do takowego kamera przechodzi z FPP na TPP, znakomity patent) wystrzelać przeciwników do nogi. Lub przeczekać aż się uspokoją, ale o to niełatwo. Rzadko kiedy gra wymusza na nas jakiekolwiek rozwiązania, niemal zawsze do celu możemy dojść jak nam się żywnie podoba (wyjątkiem są dość upierdliwe i raczej średnio interesujące starcia z bossami). W dodatku Detroit i Szanghaj to otwarte, całkiem rozległe i pełne sekretów miasta. Warto spędzić trochę czasu i pomyszkować po okolicy – w gąszczach betonowej dżungli i splątanych niciach kanałów kryje się wiele tajemnic. I co najmniej kilka postaci, które zlecają nam poboczne zadania. To łącznie daje nam naprawdę sporo gry, mi licznik zamknął się w mniej więcej 25-30 godzinach rozgrywki. Mimo że nie wykonałem wszystkich zadań pobocznych. A według różnych szacunków gra miała być nawet dwa razy większa!
Jako że mamy do czynienia z RPG, możemy rozwijać naszą postać, co tym razem ma związek wyłącznie z wszczepami. Każdy z nich kosztuje nas odpowiednią liczbę tzw. punktów Praxis, które zdobywamy wraz z doświadczeniem (punkty doświadczenia dostajemy za wykonywanie zadań, hakowanie terminali, odkrywanie ukrytych ścieżek, unieszkodliwianie wrogów, etc.), a które możemy też kupić w klinikach i dostać w zamian za wykonane zadania. Możliwości jest wiele i na pewno nie da się „wymaksować” swojego awatara. W zasadzie dla każdego coś miłego – jednemu spodoba się system cloakowania, innym zwiększenie celności broni, mocniejszy pancerz czy lepsza żywotność baterii. Ja ze swojej strony gorąco polecam wspomniany wzmacniacz społeczny (nie wyobrażam sobie gry bez niego), ułatwienia hakowania, odporność na gazy i na wyładowania elektryczne oraz powiększenie ekwipunku. Nawet bez osławionego systemu Tajfun i widzenia przez ściany spokojnie dawałem sobie radę.
W zasadzie krytykowanie tak wielkiej produkcji za oprawę graficzną byłoby w pewnym sensie faux-pas. Ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że choć technicznie jest dość słabo, tak twórcy nadrobili to interesującym designem otoczenia i ciekawymi filltrami graficznymi z dużym nasyceniem złotych, żółtych i brązowych barw. No i gra emocji na twarzach bohaterów wygląda wzorowo. Za to zupełnie inaczej ma się oprawa audio. Muzyka autorstwa Michaela McCanna jest absolutnie FANTASTYCZNA! Motyw przewodni ścieżki dźwiękowej do Human Revolution stawiam śmiało obok takich gigantów jak motywy przewodnie do Maksa Payne’a, Hitman: Codename 47 czy Civilization 4. Fenomenalne połączenie muzyki elektronicznej, klasycznej i etnicznej. Słychać dość wyraźne inspiracje dziełami Jespera Kyda, twórcy soundtracku do wspomnianego pierwszego Hitmana. Z czystym sumieniem mogę wystawić notę maksymalną również dzięki bardzo dobrym rolom aktorów dubbingowych.
Deus Ex: Human Revolution można ująć w tylko jednym, choć banalnym zdaniu – ta gra jest ogromna! Nie śmiem nawet mierzyć jej z legendą pierwowzoru, jednak jak na dzisiejsze standardy pozostawia praktycznie całą konkurencję w tyle. Absolutny mus dla wszystkich mieniących się mianem fana gier komputerowych. Ja na pewno będę wracać do niej nie raz.
Gatunek: RPG/skradanka/FPS
Data wydania: 26 sierpnia 2011
Wymagania sprzętowe: Pentium Dual Core 2GHz, 1 GB RAM, karta grafiki z 512 MB RAM, 8,5 GB HDD, Windows XP/Vista/7
Producent: Eidos Studios
Dystrybutor PL: Cenega
Wersja językowa: PL, kinowa
Cena: 139 zł
Zalety:
+ fenomenalny scenariusz
+ i jego moralny wymiar
+ nieliniowa konstrukcja map
+ świetne dialogi
+ wolność wybrania metody dotarcia do celu
+ ciekawy system rozwoju postaci
+ fantastyczna muzyka
+ voice-acting na poziomie
Wady:
- oprawa graficzna mogłaby być lepsza
- ee… DLC? Długie loadingi? Toż to bzdury!
Grafika: 7+
Dźwięk: 10
Grywalność: 9+
Ocena ogólna: 9+
PS. Screeny pochodzą z serwisu deusex.pl
I parę memów:













