Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘recenzja’ Category

Tragizm podkreślony w tytule artykułu nie odnosi się oczywiście do poziomu gry. Chodzi o dzieje jednej z najdłużej tworzonych gier w historii.

Apogee (później 3D Realms) rozpoczęło produkcję Preya już w 1995 roku. Niedoszli twórcy Duke Nukem Forever zapowiadali prawdziwą rewolucję w świecie gier, bowiem jeszcze rok przed premierą pierwszego Quake’a Prey miał być pierwszym tak zaawansowanym technicznie FPS-em w trójwymiarowym środowisku i z w pełni oteksturowanymi modelami 3D. Mimo korzystania z autorskiego silnika, na pierwszych screenach z lat 95-96 poziomem zaawansowania oprawę produktu id. W latach 97-98, a więc już po premierze Wstrząsu, wiele się zmieniło. (więcej…)

Read Full Post »

Naprawdę chciałbym zrecenzować ten tytuł jednym lub dwoma zdaniami. Wtedy jednak w tych zdaniach oprócz łączników i przyimków byłyby same wulgaryzmy. Muszę więc w jakiś inny sposób ostrzec was przed tą produkcją.

Możliwe, że słyszeliście o tej unikatowej akcji promocyjnej developera Afterfall: InSanity. Można było parę tygodni przed premierą zamówić tytuł za jedynego dolara. Problem w tym, że żeby faktycznie gra tyle kosztowała, musiało napłynąć tych zamówień… 10 milionów. Doczekano się około 30 tysięcy. Twórcy gry albo byli zdesperowani, albo nie znają realiów rynku. Tak czy siak z tytułem na tak żenująco niskim poziomie taka nieznajomość szybko odbije im się czkawką. Nie od dziś wiadomo, że produkcja Afterfall: InSanity pochłonęła parę ładnych lat i ponad 10 milionów złotych. Chyba wszyscy, którzy zabrali się za ten tytuł, zastanawiają się teraz, „na co do ciężkiej cholery te pieniądze poszły?”. (więcej…)

Read Full Post »

Tytuł artykułu jest jednocześnie nowym internetowym memem. Słowa te wypowiada główny bohater gry w jednym ze zwiastunów. Czy przeciętny lub nawet TYLKO dobry tytuł miałby taką moc, by zachęcić społeczność internetową do powiększenia bazy memów o jeszcze jeden? Na pewno nie. I najnowszy Deus Ex takim z pewnością nie jest.

Zapamiętajcie me słowa, bowiem wypowiada je niewierny. Nie miałem bowiem nigdy większego kontaktu z serią Deus Ex. Nigdy jakoś nie mogłem zabrać się za pierwowzór, ale to się z pewnością zmieni. Human Revolution (koszmarnie przetłumaczony jako Bunt ludzkości) bowiem zachęca do tego, jak tylko się da. To zdecydowanie murowany kandydat na grę roku. Bez cienia przesady mogę stwierdzić, że w ciągu ostatnich paru lat mało który tytuł zrobił na mnie tak ogromne wrażenie. (więcej…)

Read Full Post »

Lato tego roku skończyło się zanim na dobre właściwie się rozpoczęło. Jeśli ktoś chce poczuć choć namiastkę wakacji, które się dla niego kończą bądź już skończyły – może sięgnąć po Virtua Tennis 4. Produkcję wydano wprawdzie w znacznie bardziej odpowiednim okresie, bo pod koniec czerwca, ale na coraz zimniejsze wieczory również się nada.

Jedna z najbardziej szalonych gier o tej dyscyplinie sportu doczekała się czwartej edycji na pececie. Największą furorę zrobił jednak wydany dziewięć lat temu pierwowzór, będący konwersją z Dreamcasta. Dzięki niemu pecetowi gracze mogli się przekonać, że tenis wcale nie musi być nudny i żmudny jak wydane w podobnym okresie Tennis Master Series czy Rolland Garros. Wariacja Segi na temat tenisa chwyciła i Virtua Tennis okrzyknięto jedną z najlepszych gier sportowych. Produkcja całkiem sprawnie wykosiła konkurencję, co niestety widać. Virtua Tennis 4 walczy sam ze sobą (i ewentualnie z Top Spinem, a i to tylko na konsolach). (więcej…)

Read Full Post »

Tych dwóch tytułów teoretycznie nic nie łączy. Wprawdzie obie są przygodówkami, lecz dzieli je przepaść konwencji. Zwariowany i przezabawny Ace Ventura ma się nijak do uderzającego w poważniejsze tony Hopkinsa FBI. Mają one jednak pewną cechę wspólną: kwestie lokalizacji.

Ace Ventura był bowiem w Polsce prawdziwym hitem głównie dlatego, że CD Projekt dokonał odważnego kroku i zdecydował się na pełną polonizację – nie tylko napisów, ale i dodanie polskiego dubbingu, na co żaden polski dystrybutor się przed 1997 nie powziął. To był strzał w dychę, a Ace’a pokochało całe mnóstwo graczy (nie wyłączając mnie). Hopkins FBI wydano w Polsce również za sprawą CDP trzy lata później. I ten tytuł leży tak na dobrą sprawę na drugim biegunie w kwestii polonizacji – pokazuje, że samo zatrudnienie do dubbingu gwiazd znanych z wielkiego ekranu nie gwarantuje sukcesu. (więcej…)

Read Full Post »

Prawdziwego mężczyznę podobno poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Tak w każdym razie twierdzi co najmniej jeden były premier. Ciekawe, czy przyznałby mi rację, że to samo można powiedzieć o grach przygodowych.

Pewnie nie, ale fakt, że na tę przypadłość cierpi wiele obecnych przygodówek. Twórcy często mają bowiem sporo dobrych pomysłów na fabułę i nie mniej zapału w czasie procesu twórczego, ale z czasem brakuje im wyobraźni na dokończenie historii. W efekcie otrzymujemy wybrakowane produkty, które mają banalne i sztampowe zakończenia, choć zwykle zapowiadają się przynajmniej dobrze. Alpha Polaris jest jednym z nich. (więcej…)

Read Full Post »

Wydawać by się mogło, że Duke nie ma większej konkurencji na poletku FPS i ich bohaterów. Okazuje się jednak, że byle gwiezdny pirat z niewyparzoną gębą kasuje Księcia jednym tekstem lub jedną serią z automatu.

Nowo wydany Duke Nukem Forever nie uniknął porównań z dziełem People Can Fly głównie ze względu na to, że obie gry przedstawiają nie do końca poważne podejście do tematu. DNF dzięki one-linerom Diuka jest pastiszem m.in. kina akcji (Did I promise to kill you last? I lied.) i gier komputerowych innych developerów (I hate this Valve puzzles). Zresztą i sama postać Księcia to pastisz męskich, aroganckich maczo z wysokim mniemaniem o sobie ratujących świat. A Bulletstorm? W recenzji na polygamia.pl porównano jej fabułę do pulpy, czyli schematycznej i niewymagającej zbyt wiele od odbiorcy opowieści. Z odniesień do tej formy znany jest m.in. Quentin Tarantino i w takim stylu prowadzona jest oś fabularna w tym tytule. To pierwsza płaszczyzna do porównań, kolejna to fakt, iż obie gry są z definicji efektownymi, naładowanymi po brzegi akcją strzelankami, w których częściej korzystamy z ośrodków mózgu odpowiedzialnych za koordynację ruchów niż tych zajmujących się kojarzeniem faktów. No i jeszcze jedno – obie gry były silnie wyczekiwane przez hordy fanów FPS-ów. DNF ze względu na kultową otoczkę no i oczywiście za to, że w końcu nadeszło niesławne „when it’s done!”. Od Bulletstorm oczekiwano zaś wniesienia pewnej świeżości w ten gatunek. (więcej…)

Read Full Post »

Older Posts »