Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘nie-do-końca-recenzja’ Category

Tragizm podkreślony w tytule artykułu nie odnosi się oczywiście do poziomu gry. Chodzi o dzieje jednej z najdłużej tworzonych gier w historii.

Apogee (później 3D Realms) rozpoczęło produkcję Preya już w 1995 roku. Niedoszli twórcy Duke Nukem Forever zapowiadali prawdziwą rewolucję w świecie gier, bowiem jeszcze rok przed premierą pierwszego Quake’a Prey miał być pierwszym tak zaawansowanym technicznie FPS-em w trójwymiarowym środowisku i z w pełni oteksturowanymi modelami 3D. Mimo korzystania z autorskiego silnika, na pierwszych screenach z lat 95-96 poziomem zaawansowania oprawę produktu id. W latach 97-98, a więc już po premierze Wstrząsu, wiele się zmieniło. (więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Tych dwóch tytułów teoretycznie nic nie łączy. Wprawdzie obie są przygodówkami, lecz dzieli je przepaść konwencji. Zwariowany i przezabawny Ace Ventura ma się nijak do uderzającego w poważniejsze tony Hopkinsa FBI. Mają one jednak pewną cechę wspólną: kwestie lokalizacji.

Ace Ventura był bowiem w Polsce prawdziwym hitem głównie dlatego, że CD Projekt dokonał odważnego kroku i zdecydował się na pełną polonizację – nie tylko napisów, ale i dodanie polskiego dubbingu, na co żaden polski dystrybutor się przed 1997 nie powziął. To był strzał w dychę, a Ace’a pokochało całe mnóstwo graczy (nie wyłączając mnie). Hopkins FBI wydano w Polsce również za sprawą CDP trzy lata później. I ten tytuł leży tak na dobrą sprawę na drugim biegunie w kwestii polonizacji – pokazuje, że samo zatrudnienie do dubbingu gwiazd znanych z wielkiego ekranu nie gwarantuje sukcesu. (więcej…)

Read Full Post »

Wydawać by się mogło, że Duke nie ma większej konkurencji na poletku FPS i ich bohaterów. Okazuje się jednak, że byle gwiezdny pirat z niewyparzoną gębą kasuje Księcia jednym tekstem lub jedną serią z automatu.

Nowo wydany Duke Nukem Forever nie uniknął porównań z dziełem People Can Fly głównie ze względu na to, że obie gry przedstawiają nie do końca poważne podejście do tematu. DNF dzięki one-linerom Diuka jest pastiszem m.in. kina akcji (Did I promise to kill you last? I lied.) i gier komputerowych innych developerów (I hate this Valve puzzles). Zresztą i sama postać Księcia to pastisz męskich, aroganckich maczo z wysokim mniemaniem o sobie ratujących świat. A Bulletstorm? W recenzji na polygamia.pl porównano jej fabułę do pulpy, czyli schematycznej i niewymagającej zbyt wiele od odbiorcy opowieści. Z odniesień do tej formy znany jest m.in. Quentin Tarantino i w takim stylu prowadzona jest oś fabularna w tym tytule. To pierwsza płaszczyzna do porównań, kolejna to fakt, iż obie gry są z definicji efektownymi, naładowanymi po brzegi akcją strzelankami, w których częściej korzystamy z ośrodków mózgu odpowiedzialnych za koordynację ruchów niż tych zajmujących się kojarzeniem faktów. No i jeszcze jedno – obie gry były silnie wyczekiwane przez hordy fanów FPS-ów. DNF ze względu na kultową otoczkę no i oczywiście za to, że w końcu nadeszło niesławne „when it’s done!”. Od Bulletstorm oczekiwano zaś wniesienia pewnej świeżości w ten gatunek. (więcej…)

Read Full Post »

Porywam się trochę z motyką na słońce – bowiem nigdy wcześniej nie pisałem czego, co można by nazwać „recenzją serii”. Tzn. zdarzyło mi się pisać wspólną recenzję dwóch części Gothic (z dodatkiem), ale tutaj chciałbym porównać do siebie (o ile to w ogóle jest możliwe) zupełnie odmienne media, mianowicie powieść, film i grę komputerową – w tej kolejności, w jakiej właśnie powstały. Inna sprawa, że dawno już nie napisałem nic o grach komputerowych – ostatnia była chyba zamieszczona tu recenzja nowego Wolfensteina – ale chyba czas powrócić na stare śmieci. Taka trochę pedalska ta nostalgia, lecz… brakowało mi tego. Wciąż brakuje, jednak praca w Playbacku odcisnęła na mnie pewne piętno. Szkoda, że na ten czas powrót tamże jest raczej niemożliwy. Ale do rzeczy.

Jak się okazuje, Ojciec chrzestny powstał nie do końca z pobudek twórczych, na pewno zaś Mario Puzo kierowała chęć wybicia się i sukcesu, także finansowego. Chyba jednak nie ma się czemu dziwić, bowiem półświatek gangsterski to bardzo nośny temat, wszak nie od dziś wiadomo, że fascynuje nas zło (co jednak, w kontekście Ojca chrzestnego, raczej jest niezbyt zgrabnym określeniem). Dodatkowo jestem też wdzięczny pisarzowi wdzięczny, że spopularyzował ten trend, który pociągnął za sobą m.in. powstanie jednych z najlepszych filmów w historii kina. A mówię tu o Dawno temu w Ameryce i – w mniejszym stopniu – Człowieku z blizną. To prawdziwe monumenty kina ‚made in US’ oraz jedne z najlepszych obrazów traktujących o idei amerykańskiego snu. (więcej…)

Read Full Post »